Obserwatorzy

środa, 7 września 2016

Farby kredowe

W ostatnią sobotę miałam niekłamaną przyjemność uczestniczyć w warsztatach prowadzonych przez Ewę z Przytulnego domu. Zapisałam się spontanicznie, ale gdy przyszła sobota tak mi się nie chciało jechać po raz kolejny w tym tygodniu do Warszawy.
Niemniej pojechałam i nie żałuję. To było bardzo ciekawe przeżycie i nauka czegoś nowego. W planach mam przemalowanie sosnowych mebli w pokoju młodszej córki. Ale to już na wiosnę.
Poniżej zdjęcie tego co udało mi się stworzyć w sobotę.



Pozdrawiam cieplutko do następnego razu. 

czwartek, 25 sierpnia 2016

Mam i ja!

Rok temu (bardzo szybko zleciał ten czas) zachwyciła mnie bransoletka koralikowa burberry. Pomyślałam, że na początek to chyba za trudny dla mnie wzór, więc wzięłam się za prostsze, jednokolorowe, najwyżej ze skręconymi paskami. Po pół roku stwierdziłam, że jestem gotowa do "mojej burberry". Znalazłam wzór, kupiłam odpowiednie kolory Toho 11o i zabrałam się do dzieła. Zawsze powtarzałam, że najgorszym momentem w tworzeniu tego typu bransoletek jest nawlekanie koralików. Ale w tym przypadku to był jakiś koszmar. Po dwóch wieczorach udało się nawlec odpowiednią ilość tych drobniutkich koralików. I tu kolejne zaskoczenie. Strasznie sztywne to było i mało wyginające się. To na ratunek pospieszyła mi Weronika z Koraliki tudzież podpowiadając bym robiła to ukośnikiem. Ki czort? No tak, kolejna lekcja pokory. Technika jaką do tej pory robiłam, nie za bardzo się sprawdza w bransoletkach o większej liczbie koralików w rzędzie. Czyli muszę nauczyć się czegoś nowego. Odłożyłam na bok z myślą, że może za chwilę się tym zajmę. W międzyczasie nauczyłam się "turka", a ukośnik "leżał i czekał". Nie dawało mi to jednak spokoju, walczyłam, zgrzytałam zębami używając czasami niecenzuralnych słów. Udało się, też za sprawą szydełka, które dostałam kilkanaście lat temu od moje teściowej. Stare, przedwojenne. Wiedziała, że jeśli ktoś je kiedyś jeszcze użyje to tylko ja. Przy okazji "mojej burberry" użyłam go po raz pierwszy.
I tak oto po przydługim wstępie chwalę się. Oto ONA, moja wymarzona, może jeszcze niedoskonała, ale JEST:


A poniżej mój wspomniany pomocnik, szydełko pamiętające dwudziestolecie międzywojenne.


A na koniec wspomniany w poprzednim poście chustecznik, już ukończony i u nowych właścicieli. 




Pozdrawiam cieplutko do następnego razu. 


czwartek, 18 sierpnia 2016

Bransoletki i chustecznik

Mam urlop, ale nie mogę bardzo dużo dłubać, bo to jest czas na pisanie pracy magisterskiej. Zachciało mi się po czterdziestce studiować i nie bardzo mogę odpuścić.
Cały czas robię bransoletki, bo mam spory zapas koralików i z premedytacją nie kupuję nic nowego coby nie ciągnęło mnie do dłubania. Mam pisać! Projekty zapisuję na "po obronie". ;-)

Ostatnio króluje "turek", ale popełniłam też potrójną bransoletkę ściegiem szydełkowo-koralikowym.




Z projektów na "po sesji" chustecznik dla siostrzeńca. Upominał się z pół roku i tworzy się. Jeszcze parę szczegółów i do soboty powinien być gotowy.

Sweter z ostatniego posta odłożyłam, Mam nadzieję, że do niego wkrótce wrócę, bo już ranki i wieczory są chłodniejsze. Pozdrawiam ciepło 

niedziela, 5 czerwca 2016

Monotonia

Czyli cały czas bransoletki. Od dłuższego czasu uwielbiam połączenie pudrowego różu i szarości, grafitu.





Pozostając w tej tematyce zrobiłam naszyjnik, wreszcie dla siebie. Do tego komplet bransoletek.


Dzięki temu, że pokazałam się w nim publicznie dostałam  pierwsze zamówienie (mam nadzieję, że nie ostatnie).



Zrobiłam również replikę naszyjnika, który dałam siostrze na gwiazdkę. 
W tej chwili dłubię sweter na zimowe wieczory, pewnie w lipcu skończę. Tak mam, że zimowe swetry najlepiej robi mi się wiosną i latem. :-) Pozdrawiam cieplutko 







niedziela, 6 marca 2016

Szaleństwo koralikowe

Witajcie,

jak pisałam w ostatnim poście ubiegły rok minął pod znakiem tworzenie biżuterii koralikowej.
Zrobiłam bardzo dużo bransoletek i nawet dwa naszyjniki.







Dwa tygodnie temu  postanowiłam nauczyć się "Turka" i się udało. Oto moje pierwsze bransoletki wzorem tureckim.




      Nie spodziewałam się, że to taka  fajna zabawa. Na pewno wielką inspiracją dla mnie jest to co pokazujecie na swoich blogach i jedynie mogę żałować, że nie mam czasu, by go poświęcić na robienie tych wszystkich cudów.
Mam nadzieję, że gdy skończę w przyszłym roku szkołę (ot taki kaprys) będę miała więcej czasu dla innych swoich pasji. Pozdrawiam cieplutko.

środa, 3 lutego 2016

Coś jednak robię

Z dużymi wyrzutami sumienia powracam na bloga, ale cóż mam powiedzieć... Wstyd, że mnie tak długo tutaj nie było. Nie znaczy to, że nic nie robię... robię i to nawet sporo, ale nigdy nie mam czasu by zrobić zdjęcie i opublikować. Nie jest moim postanowieniem noworocznym, by być bardziej systematyczną, ot zobaczymy  co z tego wyjdzie.
Największym osiągnięciem ubiegłego roku, było nauczenie się przeze mnie bransoletek koralikowo-szydełkowych. To było istne szaleństwo i wyzwanie. Na pewno będę chciała się rozwijać w tym kierunku, bo jeszcze bardzo dużo nauki przede mną w tym zakresie. Bransoletki pokażę w następnym poście, bo dużo tego będzie.

Dla siostry na Gwiazdkę zrobiłam podkładki pod szklanki, bardzo zadowolona jestem z efektu. Siostra zapewnia, że też.

















Oprócz tego dostała jeszcze drewniane korale, bo gdy zobaczyła takie u mnie to zapragnęła takich samych.
Dla Cioci Basi (dobrego ducha naszej rodziny) zrobiłam chustecznik.




Jutro Tłusty Czwartek, wiec wspólnymi silami z mężem zrobiliśmy michę faworków.

Dużo słodkości, bez wyrzutów sumienia,Wam jutro życzę. ;-)



niedziela, 30 sierpnia 2015

Irlandczyk się doczekał...

... suwaka. Pisałam o tym , że nie byłam zadowolona z wszytego plastikowego suwaka. Postanowiłam wszyć metalowy, ale trudno było mi go kupić. Albo nie było mi po drodze do pasmanterii, albo gdy już do niej trafiłam nie było takiego jakiego potrzebowałam. Ale udało się i mój kochany mąż dostał go w czasie, gdy przez Polskę przetaczała się fala upałów :-)



 Oczywiście coś miedzy czasie robiłam..
Podczas urlopu postanowiłam nauczyć się dziergania bransoletek szydełkowo-koralikowe. Tym razem się udało (próbowałam trzy razy).


Bardzo pomógł mi filmik instruktażowy dostępny TU. Jutro jeszcze odwiedziny w sklepie Royal Stone, by kupić zakończenia i zapięcia. Choć sklepy internetowe kuszą bogatą ofertą lubię "pogrzebać" w sklepie stacjonarnym. Może, gdy nabiorę większego doświadczenia będę korzystać z zakupów w sieci.
Pojutrze powrót do pracy i szkoły , czyli do rytmu, który w sumie lubię. Pozdrawiam :-)