Człowiek (czyli ja) chciał się pochwalić przed latoroślą, że
nie taka wapniaczka ze mnie , że mam swojego bloga. No i stało się , młoda
dopisała się jako kolejny obserwator i dawać pisać komentarze.
No pogoniłam, bo nepotyzmowi mówię stanowcze „nie” J Wszak chodzi, by pokazywać Wam swoje prace i dzielić się przemyśleniami z innymi użytkownikami.
Z córkami zaś dzielę
się uwagami w realu J
Zgodnie z obietnicą pokazuję
wcześniejsze moje „dziełka”. Wzory czerpie
głównie z wydań specjalnych Burdy. Dawno jednak nie kupowałam, żadnych
gazet „robótkowych”. Nie chciałam się frustrować brakiem czasu i składowaniem
gazet z wzorami, które być może nigdy nie doczekają się zrobienia.
Serweta w kolorze ecru. Nie jedną taką zrobiłam na prezent.
Bardzo stara poduszka , połączenie patchworku i haftu krzyżykowego. Komplet dwóch poduszek leży zapakowany na dnie szafy i czeka na narzutę do nich pasujacą. Choć mam koncepcję to nie bardzo mam czas by ją wcielić w życie. :-( Zestaw przewidziany jest do pokoju gościnnego na kanapę, która od paru lat oczekuje wymiany. Może jak już kupimy nową kanapę to przyjdzie czas na zrobienie narzuty.
Padło pytanie na jakiej formie suszę dzwonki. W poszukiwaniu ideału (mniejsze, większe kieliszki) wpadłam na pomysł zamówienia takich foremek u tokarza. Naszkicowałam kształt, rozmiar i otrzymałam w zamian pięć drewnianych dzwoneczków. Po pierwszych próbach mąż jeszcze musiał je polakierować i przetrzeć na gładko, bo w kontakcie z wilgcią włókna drewna zaczęły starczeć i zahaczać o robótkę.
Przed świętami koleżanka przyniosła mi włóczkę na szalik-motadło i czapkę. Kolorek bardzo optymistyczny. Jak już zrobię to pokażę. Wzór czapki zależy od mojej inwencji. Lubię takie wyzwania. Raczej będę musiała na dłużej odpocząć od szydełka. Mam zamówienie od starszej córki na chaberkowy sweterek-tunikę.