Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydziergane na drutach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydziergane na drutach. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 września 2017

Tym razem sweter

Pomysłu dostarczyła młodsza córka. Od lutego go miałam na drutach. Międzyczasie robiłam inne rzeczy głównie biżuterię. Motywacją do skończenia był zakaz (wydany przez przyszłą właścicielkę swetra ;-) )  robienie czegokolwiek innego na drutach. A ja tak bardzo chciałam sobie zrobić sweter. ;-)



Nie zabrakło również nowych bransoletek. Dla kibiców Legii

Oraz klasyka już robiona przeze mnie, w dwóch rozmiarach. 

Pozdrawiam cieplutko 




poniedziałek, 10 października 2016

Czerwony irlandczyk i turkusowy chustecznik.

Zaczęłam go robić miesiąc temu, gdy zdarzały się temperatury 30 stopni, ale za oknem czaiła się już jesień. W tej chwili jak znalazł.. Zrobiony shetlandem firmy Yarnart, na drutach 4 (ściągacz) i nr 5 reszta. Po raz pierwszy zrobiłam wzór "plaster miodu", bo to chyba najbardziej charakterystyczny wzór dla irlandczyka. ;-)

Drugi twór to dla mnie wyzwanie. Chustecznik turkusowy "z przetarciami", tak opisała go zamawiająca.


Pokazałam i zyskał aprobatę. Teraz polakieruję na matowo. Pozdrawiam cieplutko

środa, 8 kwietnia 2015

Poduszki robione na drutach.

To był mój pomysł i być może wbrew córkom uszczęśliwiłam je poduszkami robionymi na drutach.

Na każdą zużyłam 2 motki "Puchatej Kotki"(100g). Druty  nr 7 na żyłce.

Połączenie fioletowo-zielone to dla młodszej córki.




Połączenie czarno-czerwone dla starszej córki. Moim zdaniem fajnie wyglądają na zebrowej narzucie.





I tym sposobem w Wyzwaniu Maknety zrobiłam coś dla domu :-) 

To pozwala mi na przejście do kolejnych punktów na mojej liście projektów. Nie chcę dopuścić do sytuacji, gdy mam rozpoczęte powyżej czterech. Przyznaję się, że jest to bardzo trudne. :-)
Pozdrawiam serdecznie w ten wiosenny, słoneczny dzionek. 




wtorek, 17 lutego 2015

Mój pierwszy chleb i trochę robótek.

Coraz częściej byłam sfrustrowana jakością kupowanego pieczywa. Słyszałam z różnych stron, że ktoś tam sam piecze chleb. Zawsze uważałam, że to jednak wyczyn ponad moje możliwości.
A jednak przełamałam się i upiekłam w ten weekend swój pierwszy domowy chleb.
Zmotywowała mnie koleżanka, która przyniosła mi zakwas, nie było wyjścia.

Dla zainteresowanych przepis poniżej:

1 kg mąki pszennej
0,5 kg mąki żytniej razowej
1 szkl. otrębów pszennych
1 szkl. płatków owsianych
1 szkl. siemia lnianego
1 szkl. pestek słonecznika
4 łyżeczki soli
1,5l  wody ciepłej



Wszystkie składniki wymieszać w misie dodać zakwas i wodę i wymieszać. Odłożyć 4 łyżki ciasta (zakwas) do słoika i schować do lodówki
( musi stać 3-7 dni do następnego pieczenia). Wyłożyć ciasto do blaszek wyłożonych pergaminem i zostawić na 10-12 godzin. Po upływie tego czasu posmarować wierzch ciasta roztrzepanym jajkiem. Piec w temperaturze 180 stopni przez około 75 minut.
Do wypieku używam dwóch blaszek - keksówek (30cm x 12cm)

Kolejnym etapem będzie zrobienie własnego zakwasu...

W robótkach trochę się dzieje.  Poniżej zaległe zdjęcie kamizelki dla męża.
Włóczka Polo Natura (50% akryl 50% wełna),  w sumie 450g, druty nr 4 pierwsze rzędy i plisa, reszta druty nr 5. Włóczka bardzo fajnie się robiła, ciekawa jestem jak w noszeniu się sprawdzi. Mąż ma tendencje do zajeżdżania ciuchów, które mu się podobają i które lubi.


W następnym poście pokażę jeszcze parę "urobków" bo trochę ich powstało. Pozdrawiam serdecznie.




środa, 11 lutego 2015

Jednak nie irlandzki

Obiecałam mojemu ślubnemu, że w tym tygodniu na pewno będzie miał długo wyczekiwany sweter, ale cóż - nie wyszło.
Jeszcze przed tym nieszczęsnym swetrem popełniłam dla starszej córki długi sweter i dla młodszej komplet w modnym kolorze musztardowym.




Ale, by ślubnego udobruchać skończyłam kamizelkę zaczętą jeszcze w 2013 roku (TU), i o której mąż zapomniał. Irlandczyk musi poleżeć, mam problemy z wszyciem suwaka. Ciągle jestem niezadowolona. Czeka mnie trzecie wypruwanie, więc chyba rozumiecie, że musi poczekać. W toku są również dzianinowe poduszki dla moich córek, w sumie ma być ich sześć - cztery już za mną ... Skończenie ich to jest plan minimum na ten miesiąc. Mało ambitnie ktoś powie, ale zaczynam znowu zajęcia w szkole (II stopień) i będę miała bardzo mało czasu.



środa, 21 stycznia 2015

Nowy Rok i nowe plany.

Przede wszystkim wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Zdrowia, radości, mnóstwa twórczych inspiracji

Strasznie mi wstyd,  że nie bywam tu częściej. Ubiegły rok był bardzo obfity w wydarzenia, na szczęście pozytywne, ale skutecznie wyłączające z życia blogowego. Nie znaczy, że nic nie robiłam, robiłam i to nawet sporo, głównie na drutach (taki sentymentalny powrót). Stopniowo pokażę, co tam udało mi się wydziergać.

Blezer dla mojej młodszej córki - "ma być duży i niezapinany". I oto jest.


Włóczka Shetland YarnArt (70% Akryl,30% wełna),  druty nr 4 (ściągacz), nr 5. Zużycie włóczki 650g.

Obecnie pracuję nad irlandzkim swetrem dla męża, mam nadzieję, że go skończę do końca tygodnia i będę mogła go pokazać w następnym poście. Pozdrawiam cieplutko.:-)






poniedziałek, 20 stycznia 2014

Czapki i "szaliki".

Dziękuję wszystkim za życzenia noworoczne. Mam nadzieję, że się spełnią :-)
Ten rok zaczął się pracowicie, co zaowocowało min. trzema kompletami czapek i szalików, przy czym te ostatnie to raczej "ocieplacze" lub "motadła".
Do zrobienia takich ocieplaczy zainspirowała mnie Ewelina pokazując swój szal.
Komplet czerwono- czarny zrobiłam z włóczki Polo Natura (50% wełny-50% akrylu), druty 3 (ściągacz czapki), nr 5 góra czapki i otulacz (ale tu z żyłką)

 
Komplet fioletowy - akryl 100% "Puchata Kotka" , 3 motki x 100g, druty : ściągacz nr 5, góra czapki i otulacz nr 7

 
Dawno nie robiłam tak grubymi drutami, zapomniałam jak przy tym bolą ręce , a szczególnie nadgarstki.

Komplet "musztardowy" (?) - akryl 100% Tango, 3 motki x100g, druty - jak w komplecie fioletowym.


Udało mi się skończyć również sweter zaczęty w ubiegłym roku. Prościutki, zrobiony ściegiem dżersejowym, rękaw 3/4. Włóczka Polo Natura (50% wełny-50% akrylu) , druty nr 5.

Niestety modelka jest trochę za szczupła i sweter robi wrażenie luźnego worka. Może innym razem namówię starszą córkę do pozowania. Wówczas powinien być lepiej widoczny.
Pozdrawiam wszystkich - nowych i stałych Obserwatorów

poniedziałek, 18 listopada 2013

Chyba jestem uzależniona

Nie tak dawno zaczęłam wspominać, że chyba rzeczywiście nadeszła jesień, bo chce mi się bardzo zrobić coś ciepłego na drutach. Ale nie poddawałam się tym podszeptom serca, bo rozum kazał realizować zamówienie na bombki. Na "nieszczęście" Beata z blogu Mój świat krzyżyków ogłosiła wyprzedaż włóczek i stwierdziłam, że pewnie się przydadzą się na czasy "postbombkowe". Zawsze przewijam motki na kłębki , bo wygodniej mi się robi.






Byłam dzielna i nawet zapakowałam motki  do pudełka i zakleiłam taśmą. Ale trwało to dwa dni , bo nagle poczułam taki mus zrobienia kamizelki dla mojego męża, taki nie do opanowania i po dwóch wieczorach są już prawie  gotowe plecy. Włóczka Polo  (50% wełna, 50% akryl), druty nr 4,5.


 Kolory łączone, bo nie mogłam kupić pełnych ilości (jak to w wyprzedaży) i postanowiłam połączyć czarne z szarym. Kamizelka ma być zapinana, ale jeszcze nie wiem, czy na guziki czy na suwak. Raczej guziki, bo kamizelka zapinana na suwak została popełniona w ubiegłym roku :-)

Pozdrawiam i biegnę do kamizelki, może do końca tygodnia uda mi skończyć między bombkami. :-)





niedziela, 3 lutego 2013

Przerywnik na druty.


Nawet nie wiecie jakiej otuchy dodałyście mi w tych moich karczochowych zmaganiach. Bo to na razie walka jest , ale chyba jednak szala zwycięstwa przechyla się na moją stronę. J

Dziękuję wszystkim za pochlebne komentarze , człowiek jest ta na nie łasy J

Iwonko, do robótek szydełkowych używam tylko i wyłącznie  nici Muza Ariadny. Kolor dowolny pod warunkiem , że jest to biały lub ecru ;-). Parę razy zrobiłam skok w bok do innych nici, których nazwy nie pamiętam i raczej tego żałuję. Nie spodziewam się w najbliższym czasie zmiany w tym temacie.

Też dawno nie widziałam w sprzedaży numerów specjalnych Burdy „Misterny filet”, korzystam ze starych numerów. Mam też parę książek w tej tematyce, z których czasami korzystam.

Między jajami wydziergałam komplet (czapka i komin) dla  mojej mamci. Wykorzystałam resztki „trawki” i akrylu.
W tym kompleciku czułam się jak jeżyk, ale mojej mamie się podoba i to najwazniejsze.
 
 

piątek, 4 stycznia 2013

Początek roku


Nie macie wrażenia, że początek roku pozwala nam zacząć z „czystą karta”. Jest jeszcze zapał do realizowania postanowień noworocznych. A planów  jest dużo ! Dnia przybywa, kilogramów po świętach ubywa , same plusy. W pracy  gorączka końca roku i sprzedawania wszystkiego „co się rusza” właśnie się zakończyła. Sprzątanie biurka i układanie papierków. Telefony nie dzwonią no chyba, że z życzeniami noworocznymi. Ale tak będzie jeszcze parę dni , a później znowu gonitwa niestety.
Pierwszą rzeczą wydzierganą , znaczy zakończoną, w tym roku jest amarantowy  komplet dla koleżanki. Bardzo milutko się robił. Włóczka Puchatek (skład: 100% akryl), druty nr 5. Pierwszy raz na dole ściągacza czapki wszyłam gumkę kapeluszówkę. Nie do końca miałam zaufanie do trwałości  ściągacza.
 
Jeszcze trochę „dzwonkuję” , bo spłynęło parę poświątecznych zamówień. Muszę się pochwalić , że rzutem na taśmę wysyłałam przed świętami dwa dzwonki (biały i czerwony) do Nowej Zelandii. Oczywiście nie było nadziei, że dotrą na święta. Dotarły dwa dni temu . No to może nie jest z tą naszą Pocztą Polską źle, bo paczka „szła” 2,5tyg. na drugi koniec świata J

Znajomi wspominają już nieśmiało o gadżetach na Wielkanoc. Wiedzą, że muszę mieć czas na realizację i raczej na ostatnią chwilę nic dla nich nie zrobię. Mam pewną koncepcję, ale na tę chwilę jeszcze nie zdradzam się z planami.
Zatem do roboty , to będzie dobry rok!
 
 


 

sobota, 8 grudnia 2012

Czapka i szalik


 Młodsza córka przekonała mnie , że niezbędny jest jej do życia nowy komplet; czapka i szalik. Na szybciutko kupiłam trzy motki akrylu  (nie drapie w czoło) i tak przez weekend udziergałam prościutki zestaw. Znaczy szalik to nie jest prosty szalik tylko zrobione na drutach z żyłką „motadło”. Najważniejsze, że się podoba, coraz bardziej wymagającej, właścicielce. Jest szansa , że do końca zimy nie zgubi , a nawet może do początku kolejnej dotrwa.

 

Niestety tak się  zdarza, że jak tylko wezmę  druty do ręki ustawia się kolejka z zamówieniami. Roszczenia są różnego typu, najbardziej pracochłonne to te męża. Bo zrobienie swetra dla dobrze zbudowanego i wysokiego faceta zajmuje „trochę” czasu a ja raczej nie robię prostych wzorów. Lubię irlandzkie lub żakardowe. Przez dwie ostatnie zimy  migałam się  kupując gotowe , ale chyba w tym roku nie pójdzie  tak łatwo :-)