Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 czerwca 2016

Monotonia

Czyli cały czas bransoletki. Od dłuższego czasu uwielbiam połączenie pudrowego różu i szarości, grafitu.





Pozostając w tej tematyce zrobiłam naszyjnik, wreszcie dla siebie. Do tego komplet bransoletek.


Dzięki temu, że pokazałam się w nim publicznie dostałam  pierwsze zamówienie (mam nadzieję, że nie ostatnie).



Zrobiłam również replikę naszyjnika, który dałam siostrze na gwiazdkę. 
W tej chwili dłubię sweter na zimowe wieczory, pewnie w lipcu skończę. Tak mam, że zimowe swetry najlepiej robi mi się wiosną i latem. :-) Pozdrawiam cieplutko 







niedziela, 25 maja 2014

No stress -Cabo Verde

Witajcie,

Bardzo długo mnie tu nie było. Wcześniej byłam podekscytowana czekającą mnie podróżą, a po powrocie musiałam dojść do siebie.  Cabo Verde to po polsku Wyspy Zielonego Przylądka. Hasło z tytułu słychać było na każdym kroku. Kraj biedny, ale ludzie bardzo otwarci i kontaktowi (szczególnie sprzedawcy ;-)).  "No stress", "good price" to zwroty, które można było usłyszeć na każdym straganie i  w sklepiku. I tam rzeczywiście ma się wrażenie, że ludzie niczym się nie przejmują. Cóż się dziwić - słońce u nich świeci przez 350dni w roku więc raczej grozi im przedawkowanie hormonu szczęścia. Naprawdę bardzo zaskakujące jest to, że ludzie tak biedni potrafią być tak radośni. Aż im tego zazdroszczę :-) Na dowód popularności tego hasła koszulka kupiona dla córki.





To, że mnie tu nie ma i realizuję swoją drugą pasję - podróże, nie znaczy, że nic nie robię. Ostatnio (czyt. 2 miesiące temu) przyśniła mi się szydełkowa torba. Byłam zdziwiona, bo do tej pory takowej nie popełniłam. Nie wiem dlaczego poczułam nieodpartą ochotę na zrobienie torby z mojego snu.
Jeszcze jej nie skończyłam, ale już bliżej niż dalej.





  Siłą rozpędu zrobiłam jeszcze torbę plażową ("worek na kartofle" - jak twierdzą córki). Sprawdziła się bardzo dobrze na plażach Cabo Verde. Na spokojnie mieszczą się dwa ręczniki kąpielowe, butelka wody i inne drobiazgi.




Wstawka w torbie jest z tej samej włóczki co sweterek na chłodne wieczory zrobiony w ubiegłym roku przed wyjazdem do Grecji. W tym roku jeszcze bardziej się przydał, bo Cabo Verde jest znane z silnych wiatrów.  Dzięki temu wyspa Sal jest kolebką sportów wodnych :kitesurfingu, windsurfingu.





Córcia pozowała na tle jednej z moich ulubionych roślin- powojniku Nelly Moser.

 
W tej chili kwitnie bardzo gęsto, ale swój trochę skromniejszy występ będzie mieć w  sierpiniu-wrześniu. Jego wielką zaletą jest "bezobsługowość" :-) Nie sprawie praktycznie żadnych problemów. O szczegółach można poczytać TU 
Pozdrawiam cieplutko do następnego razu.
 
 

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Śnieżne święta ?

Mimo zrobienia 125 (słownie stu dwudziestu pięciu bombek) nie czuję jeszcze nastroju świąt. Wszystko przez to, że śnieg to padał półtora tygodnia temu, a teraz to nawet mrozu nie ma. Ja kocham ciepło i nie narzekam, ale magia świąt bez śniegu ?... Ciężko to sobie wyobrazić.
Nie będzie już zdjęć bombek, bo mam już przesyt. Za to pochwalę się "międzyczasową" serwetą szydełkową. Piszę "międzyczasową", bo zrobiłam ją między bombkami i kamizelką dla męża (którą też już kończę).
Wzór wymyślony na szybko (prosty, więc wymyślania nie było dużo), bo potrzebowałam prezentu dla mojej siostry. Dawno obiecałam jej  bieżnik na ławę i właśnie nadszedł ten czas, by zrealizować obietnicę. Nitka , moja "ukochana" Ariadna Muza 20 biała, szydełko - nie mam pojęcia, bo numer już dawno się zatarł. Używam szydełka czechosłowackiego przywiezionego przez moją mamę prawie 40lat temu od naszego południowego sąsiada. Kupowałam nowe o zbliżonej grubości , ale nie pasują mi do ręki. Poniżej schemat, o tyle fajny, że można kombinować z długością i szerokością serwerty.






W sobotę przyjechała do nas dwuletnia dziewczynka (oczywiście z rodzicami). Okres mikołajowo-świąteczny trzeba było uczcić prezentem. Na szczęście mam w pracy koleżankę , która robi cudne zabawki dla właśnie takich maluchów. Dla zainteresowanych podaję link do jej bloga Przytulisie



A na koniec szydełkowy dzwoneczek tym razem większy niż zwykle, bo dziesięciocentymetrowy.
Usztywnienie - cukier z wodą pół na pół tak jak radziła Janeczka, moja wielka inspiratorka.


Pozdrawiam i uciekam do pracy. :-)

niedziela, 23 grudnia 2012

Trochę staroci


Człowiek (czyli ja) chciał się pochwalić przed latoroślą, że nie taka wapniaczka ze mnie , że mam swojego bloga. No i stało się , młoda dopisała się  jako kolejny obserwator i dawać pisać komentarze.
No pogoniłam, bo nepotyzmowi mówię stanowcze „nie” J  Wszak chodzi, by pokazywać  Wam swoje prace i dzielić się  przemyśleniami z innymi użytkownikami.

 Z córkami zaś dzielę się uwagami w realu J

Zgodnie z obietnicą pokazuję  wcześniejsze  moje  „dziełka”. Wzory   czerpie  głównie z wydań specjalnych Burdy. Dawno jednak nie kupowałam, żadnych gazet „robótkowych”. Nie chciałam się frustrować brakiem czasu i składowaniem gazet z wzorami, które być może nigdy nie doczekają się zrobienia. 
Serweta w kolorze ecru. Nie jedną taką zrobiłam  na prezent. 
 
Bardzo stara poduszka , połączenie patchworku i haftu krzyżykowego. Komplet dwóch poduszek leży zapakowany na dnie szafy i czeka na narzutę do nich pasujacą. Choć mam koncepcję to nie bardzo mam czas by ją wcielić w życie. :-(  Zestaw przewidziany jest do pokoju gościnnego na kanapę, która od paru lat oczekuje wymiany. Może jak już kupimy nową kanapę to przyjdzie czas na zrobienie narzuty.


 
Padło pytanie na jakiej formie suszę dzwonki. W poszukiwaniu ideału (mniejsze, większe kieliszki) wpadłam na pomysł zamówienia takich foremek u tokarza. Naszkicowałam kształt, rozmiar i otrzymałam w zamian pięć drewnianych dzwoneczków. Po pierwszych próbach mąż jeszcze musiał je polakierować i przetrzeć na gładko, bo w kontakcie z wilgcią włókna drewna zaczęły starczeć i zahaczać o robótkę.
Przed świętami koleżanka przyniosła mi włóczkę na szalik-motadło i czapkę. Kolorek bardzo optymistyczny. Jak już zrobię to pokażę. Wzór czapki zależy od mojej inwencji. Lubię takie wyzwania. Raczej będę musiała na dłużej odpocząć od szydełka. Mam zamówienie od starszej córki na chaberkowy sweterek-tunikę.
 
 
 
 
 

środa, 5 grudnia 2012

To już grudzień !


Bardzo cierpię z powodu  deficytu czasu. Ale to chyba problem większości ludzi.

Z jednej strony nie lubię  zimy, bo mało słońca, zimno i krótki dzień. Ale nie  pracuję  teraz w ogrodzie i ten czas wykorzystuję na  machanie szydełkiem i  drutami  przed kominkiem (chyba jedyna zaleta zimy-palenie w kominku).

Za namową koleżanki (nie  miałam innego wyjścia , bo kupiła kordonek J ) zrobiłam czerwone dzwonki ! Nie spodziewałam się, że tak fajnie wyjdą. Dowód na zdjęciu.

W tym roku rozpętało się szaleństwo dzwonkowe. W sumie chyba zrobiłam ich ponad 200 sztuk.  Zdarzają się dni, że odrzuca mnie od szydełka. Na szczęście mam jeszcze druty i haft krzyżykowy. Pracuję teraz nad koncepcją ozdobienia bombki styropianowej, ale jeszcze nic namacalnego nie wymyśliłam. Chyba będzie to połączenie haftu krzyżykowego i patchworku. Pewnie  wkrótce  pokaże efekty.

Janeczkowo dziękuję za pierwszy komentarz na moim blogu. Wbrew zasadzie „pierwsi będą ostatnimi” nagroda Cię nie minie. Podaj proszę swój adres to podeślę nagrodę -niespodziankę. Nie dotrze na Mikołajki, ale tuż po nich na pewno.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Lubię poniedziałki



Uchodzę w pracy za z lekka „nienormalną”, bo poniedziałek nie stanowi dla mnie problemu. Już w niedzielę wieczorem myślę, co zrobię w nadchodzącym tygodniu w biurze. W pracy jest różnie, jak to w życiu. Czasami ciśnienie podniesie klient lub szef, ale ogólnie jest ok.
Parę lat temu niestety stres  tak mi dopiekał, że nie mogłam spać w nocy. Efektem tych bezsennych nocy jest obrus szydełkowy w kolorze ecru. To największe (jeśli chodzi o wymiar) moje dzieło.

Robiłam go prawie rok, ale tylko dlatego, że musiałam trochę urozmaicić tę moją terapię antystresową. Międzyczasie powstał sweter dla męża, parę czapek i szalików dla córek.
Co jakiś czas będę wracała do zrobionych wcześniej rzeczy i na bieżąco pokazywała „nowości”.

 
 

poniedziałek, 19 listopada 2012

Dzień jak co dzień.


  Mój dzień zaczyna się bardzo wcześnie. Budzik dzwoni o 5.00 rano! To jest czas na pierwszą kawę  pitą w łóżeczku. Albo czytam albo robię na szydełku ok. 15-20 min. Nie lubię zrywać się z łóżka z paniką w oczach, że zaspałam. Lubię celebrować wstawanie i picie  pierwszej porannej kawy.

Bardzo żałuję, że nie mam dużo czasu na te moje szydełkowe  robótki. Do domu przeważnie  wracam po 18.00 i to tylko wówczas gdy córki nie mają treningów (karate i judo) a ja jogi. Zawsze jednak staram się posiedzieć z mężem i pogadać o kończącym się dniu i wówczas trochę robię to co akurat mam na „warsztacie”. W ciągu tygodnia rzadko się zdarza, że włączamy telewizor. Nie  ma na to po prostu czasu a poziom proponowanych programów pozostawia wiele do życzenia.
W tej chwili kończę spore zamówienie na ozdoby choinkowe i dla odmiany zaczęłam serwetę. Jak dobrze "pójdzie" do świąt powinnam ją zrobić.
Jako króciutki przerywnik wydziergałam zakładkę w moim ukochanym, czerwonym kolorze. Widzę, że muszę popracować nad jakością zdjęć. Obiecuję poprawę. :-)