Obserwatorzy

niedziela, 30 grudnia 2012

Postanowienia noworoczne


Nowy Rok to dla mnie czas podsumowań i nowych postanowień. Lubię planować i mało robię rzeczy spontanicznie (od tego mam męża J ) W ubiegłym roku postanowiłam schudnąć 10kg. Poszłam do dietetyka i plan został zrealizowany połowicznie. J  Zrzuciłam ok. 5-6kg. Teraz po świętach trochę przybyło, ale już wiem jak to zrzucić.  Teraz liczę na zgubienie tych pozostałych 5kg. Niestety w domu mam „piątą kolumnę” w postaci męża i córek, którzy podobnie jak ja są łasuchami , ale nie planują się odchudzać. Także trzymajcie kciuki! 

Moje córki bardzo często namawiają mnie na dzierganie lub szycie  dla nich unikatowych rzeczy.

Guzikowa torba (guziki przyszywałam ponad 2h) ze starych, szerokich i już niemodnych jeansów. W tym przypadku przydała się mója parokilogramowa kolekcja "przydasiowych" guzików :-)


Plecaczek (połączenie dzianiny i tkaniny z Ikea). Włóczka wyciągnięta  jeszcze z kryzysowych zapasów babci, kupiona w czasach, gdy graniczyło to z cudem.  Do niego był zrobiony topik, ale na tę chwilę nie do odnalezienia.

To ostatni wpis w tym roku. Zatem życzę wszystkim czytajacym wszystkiego najlepszego w nadchodzącym 2013 roku. Oby był lepszy niż właśnie się kończący.  Do siego roku!

 

niedziela, 23 grudnia 2012

Trochę staroci


Człowiek (czyli ja) chciał się pochwalić przed latoroślą, że nie taka wapniaczka ze mnie , że mam swojego bloga. No i stało się , młoda dopisała się  jako kolejny obserwator i dawać pisać komentarze.
No pogoniłam, bo nepotyzmowi mówię stanowcze „nie” J  Wszak chodzi, by pokazywać  Wam swoje prace i dzielić się  przemyśleniami z innymi użytkownikami.

 Z córkami zaś dzielę się uwagami w realu J

Zgodnie z obietnicą pokazuję  wcześniejsze  moje  „dziełka”. Wzory   czerpie  głównie z wydań specjalnych Burdy. Dawno jednak nie kupowałam, żadnych gazet „robótkowych”. Nie chciałam się frustrować brakiem czasu i składowaniem gazet z wzorami, które być może nigdy nie doczekają się zrobienia. 
Serweta w kolorze ecru. Nie jedną taką zrobiłam  na prezent. 
 
Bardzo stara poduszka , połączenie patchworku i haftu krzyżykowego. Komplet dwóch poduszek leży zapakowany na dnie szafy i czeka na narzutę do nich pasujacą. Choć mam koncepcję to nie bardzo mam czas by ją wcielić w życie. :-(  Zestaw przewidziany jest do pokoju gościnnego na kanapę, która od paru lat oczekuje wymiany. Może jak już kupimy nową kanapę to przyjdzie czas na zrobienie narzuty.


 
Padło pytanie na jakiej formie suszę dzwonki. W poszukiwaniu ideału (mniejsze, większe kieliszki) wpadłam na pomysł zamówienia takich foremek u tokarza. Naszkicowałam kształt, rozmiar i otrzymałam w zamian pięć drewnianych dzwoneczków. Po pierwszych próbach mąż jeszcze musiał je polakierować i przetrzeć na gładko, bo w kontakcie z wilgcią włókna drewna zaczęły starczeć i zahaczać o robótkę.
Przed świętami koleżanka przyniosła mi włóczkę na szalik-motadło i czapkę. Kolorek bardzo optymistyczny. Jak już zrobię to pokażę. Wzór czapki zależy od mojej inwencji. Lubię takie wyzwania. Raczej będę musiała na dłużej odpocząć od szydełka. Mam zamówienie od starszej córki na chaberkowy sweterek-tunikę.
 
 
 
 
 

sobota, 8 grudnia 2012

Czapka i szalik


 Młodsza córka przekonała mnie , że niezbędny jest jej do życia nowy komplet; czapka i szalik. Na szybciutko kupiłam trzy motki akrylu  (nie drapie w czoło) i tak przez weekend udziergałam prościutki zestaw. Znaczy szalik to nie jest prosty szalik tylko zrobione na drutach z żyłką „motadło”. Najważniejsze, że się podoba, coraz bardziej wymagającej, właścicielce. Jest szansa , że do końca zimy nie zgubi , a nawet może do początku kolejnej dotrwa.

 

Niestety tak się  zdarza, że jak tylko wezmę  druty do ręki ustawia się kolejka z zamówieniami. Roszczenia są różnego typu, najbardziej pracochłonne to te męża. Bo zrobienie swetra dla dobrze zbudowanego i wysokiego faceta zajmuje „trochę” czasu a ja raczej nie robię prostych wzorów. Lubię irlandzkie lub żakardowe. Przez dwie ostatnie zimy  migałam się  kupując gotowe , ale chyba w tym roku nie pójdzie  tak łatwo :-)

środa, 5 grudnia 2012

To już grudzień !


Bardzo cierpię z powodu  deficytu czasu. Ale to chyba problem większości ludzi.

Z jednej strony nie lubię  zimy, bo mało słońca, zimno i krótki dzień. Ale nie  pracuję  teraz w ogrodzie i ten czas wykorzystuję na  machanie szydełkiem i  drutami  przed kominkiem (chyba jedyna zaleta zimy-palenie w kominku).

Za namową koleżanki (nie  miałam innego wyjścia , bo kupiła kordonek J ) zrobiłam czerwone dzwonki ! Nie spodziewałam się, że tak fajnie wyjdą. Dowód na zdjęciu.

W tym roku rozpętało się szaleństwo dzwonkowe. W sumie chyba zrobiłam ich ponad 200 sztuk.  Zdarzają się dni, że odrzuca mnie od szydełka. Na szczęście mam jeszcze druty i haft krzyżykowy. Pracuję teraz nad koncepcją ozdobienia bombki styropianowej, ale jeszcze nic namacalnego nie wymyśliłam. Chyba będzie to połączenie haftu krzyżykowego i patchworku. Pewnie  wkrótce  pokaże efekty.

Janeczkowo dziękuję za pierwszy komentarz na moim blogu. Wbrew zasadzie „pierwsi będą ostatnimi” nagroda Cię nie minie. Podaj proszę swój adres to podeślę nagrodę -niespodziankę. Nie dotrze na Mikołajki, ale tuż po nich na pewno.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Lubię poniedziałki



Uchodzę w pracy za z lekka „nienormalną”, bo poniedziałek nie stanowi dla mnie problemu. Już w niedzielę wieczorem myślę, co zrobię w nadchodzącym tygodniu w biurze. W pracy jest różnie, jak to w życiu. Czasami ciśnienie podniesie klient lub szef, ale ogólnie jest ok.
Parę lat temu niestety stres  tak mi dopiekał, że nie mogłam spać w nocy. Efektem tych bezsennych nocy jest obrus szydełkowy w kolorze ecru. To największe (jeśli chodzi o wymiar) moje dzieło.

Robiłam go prawie rok, ale tylko dlatego, że musiałam trochę urozmaicić tę moją terapię antystresową. Międzyczasie powstał sweter dla męża, parę czapek i szalików dla córek.
Co jakiś czas będę wracała do zrobionych wcześniej rzeczy i na bieżąco pokazywała „nowości”.

 
 

poniedziałek, 19 listopada 2012

Dzień jak co dzień.


  Mój dzień zaczyna się bardzo wcześnie. Budzik dzwoni o 5.00 rano! To jest czas na pierwszą kawę  pitą w łóżeczku. Albo czytam albo robię na szydełku ok. 15-20 min. Nie lubię zrywać się z łóżka z paniką w oczach, że zaspałam. Lubię celebrować wstawanie i picie  pierwszej porannej kawy.

Bardzo żałuję, że nie mam dużo czasu na te moje szydełkowe  robótki. Do domu przeważnie  wracam po 18.00 i to tylko wówczas gdy córki nie mają treningów (karate i judo) a ja jogi. Zawsze jednak staram się posiedzieć z mężem i pogadać o kończącym się dniu i wówczas trochę robię to co akurat mam na „warsztacie”. W ciągu tygodnia rzadko się zdarza, że włączamy telewizor. Nie  ma na to po prostu czasu a poziom proponowanych programów pozostawia wiele do życzenia.
W tej chwili kończę spore zamówienie na ozdoby choinkowe i dla odmiany zaczęłam serwetę. Jak dobrze "pójdzie" do świąt powinnam ją zrobić.
Jako króciutki przerywnik wydziergałam zakładkę w moim ukochanym, czerwonym kolorze. Widzę, że muszę popracować nad jakością zdjęć. Obiecuję poprawę. :-)

czwartek, 15 listopada 2012

Skromne początki


Nie jestem już najmłodsza, choć mam wrażenie, że dla mnie życie zaczęło się po 40-stce. Dzieci prawie dorosłe, no może tak nie do końca, ale na pewno już samodzielne.

Od najmłodszych lat „dłubałam” coś na drutach (pierwsze dwa swetry zrobiłam, gdy miałam 12 Lat), trochę szyłam, robiłam makramę . Robótkami szydełkowymi zajęłam się już w dorosłym wieku, a to dzięki mojej koleżance z pracy, która mnie „zaraziła” tą pasją. Wówczas właśnie uświadomiłam sobie, że ta moja dłubanina to właśnie moja pasja. Nikt z mojej rodziny nie miał takich „zdolności” choć mama wspominała cioteczną prababcię, która uczyła ją robić swetry na drutach zrobionych ze szprych od roweru.

Niestety mam mało czasu na realizację swoich projektów, zapisuję  je (rysuję), by o nich nie zapomnieć i przy najbliższej okazji próbuję realizować. Zachwycam się  haftem krzyżykowym (pierwsze próby już popełniłam) i frywolitką (niestety jeszcze nie próbowałam, choć mam już podręcznik i czółenko).

Bardzo dużo serwet zrobiłam na prezenty ślubne, imieninowe. Sporo też odłożyłam do szuflady. I ta pękająca już w „szwach” szuflada skłoniła mnie do szukania odbiorców moich prac.

Pierwszy sukces mam już za sobą. Moje ozdoby choinkowe robione na szydełku znalazły już nowego właściciela. Tym bardziej byłam zaskoczona, bo dopiero w tym roku zaczęłam je robić.

 
 
 
Próbuję jeszcze zrobić bombkę szydełkową, ale nie bardzo mi wychodzi.  Cierpliwości! Nie takie problemy się rozwiązywało. J